Perełki wśród książek dla dzieci – gdzie upolować skarby?

Nie tylko nowości.

Uwielbiam książki dla dzieci. Mój synek ma dopiero 20 miesięcy i o wiele więcej książek. Śledzę nowości i nałogowo je kupuję. Ale ciągle mi mało, a budżet nie zawsze jest w stanie udźwignąć ten nałóg. Jeśli macie podobnie, to mam dla Was sposób na to jak za niewielkie pieniądze rozbudowywać biblioteczkę o kolejne, interesujące pozycje. Przy okazji zobaczcie, co i gdzie udało mi się ostatnio upolować.

Second hand.

Zacznijmy od miejsc mniej oczywistych. Najbardziej osobliwą książką jaką udało mi się do tej pory zdobyć, znalazłam w second handzie. Coraz więcej z nich wystawia na sprzedaż nie tylko ubrania, ale i różne przedmioty. W tym książki. Za, uwaga, uwaga, całe 2 złote dorwałam tam japońską książkę dystrybuowaną w Jordanii! Otwieraną od lewej do prawej, czyli odwrotnie niż u nas. Książka ma twarde karty i jest w całości ilustrowana. Przeklikałam się przez stronę wydawnictwa http://www.froebel-kan.co.jp/, bo to jedyna informacja podana na książce, w naszym alfabecie. Jednak tej pozycji nie znalazłam. Ale to nic. Do “czytania” takiej książki z maluchem w zupełności wystarczą świetne ilustracje i nasza, rodzicielska, wyobraźnia. Dziecko będzie zachwycone. W tej książce narratorem jest wielce intrygująca postać muchy. Zobaczcie to cudo.

Kolejną zdobyczą z second-hand’u jest książeczka z uznanego, angielskiego wydawnictwa Usborne “The wind in the willows”, czyli “O czym szumią wierzby”. Oznaczona przez wydawnictwo jako picture book zawiera mało tekstu i w całości ilustrowana jest idealna dla maluchów. Przy okazji można poćwiczyć angielski ;). Za 3 zł. nie mogłam nie kupić.

Kiermasze i wolna książka.

Świetnym miejscem do książkowych polowań są przeróżne kiermasze książki i miejsca z tzw. wolną książką. W tym drugim przypadku nie zapomnijcie jednak o położeniu jakieś fajnej książki w zamian. Ja na kiermaszu kupiłam Dinozaury z serii Tajemnice przyrody za 4 zł. oraz Księgę kosmosu też za 4 zł. Niech się wam nie wydaje, że dziecko na takie książki jest za małe. Wyroki dziecięce są niezbadane. Mój synek księgę kosmosu przeglądał z zainteresowaniem w okolicach roczku. Dinozaury nie dostąpiły tego zaszczytu. Na dodatek z tych książek dziecko jeszcze długo nie wyrośnie. Czy to nie byłi świetnie wydane 8 złotych?

Markety i supermarkety.

Następna książka to u nas absolutny hit nad hitami. Przy okazji wizyty w Niemczech w lutym dorwałam ją w KiK’u za jakieś 2,99 euro. “Troll, zwei…, drei…, vier…” Zwróciła moją uwagę genialnymi ilustracjami. Ta książka to kolejny dowód na to, że nie musimy wcale znać języka w jakim napisana jest książka. Tym bardziej dziecko nie musi, żeby cieszyła całą rodzinę. No dobra, cieszyła na początku. Młody tak bardzo chciał ją w kółko czytać, że miałam etap wielkiej awersji do trolli i w ogóle. Nadal ją uwielbia, ale już nie maniacko. Nie znając języka i tak doskonale wiemy o czym jest książka. Historia prosta, pouczająca, z prostym morałem. Można ją znaleźć w internetach.

Antykwariaty w sieci i stacjonarne.

No i na koniec może najbardziej oczywiste miejsce, ale i chyba z największą ofertą i szansą wyrwania perełek. Mam na myśli antykwariaty na Allegro. To chyba najlepsze miejsce do uzupełnienia swojej biblioteczki o klasykę dla dzieci. O czym będzie jeden z kolejnych, książkowych postów. Dwie pozycje z ilustracjami Szancera, które uwielbiam, i które ukształtowały moją wyobraźnię w dzieciństwie. No kocham po prostu.

Dla maluchów “Lokomtywa i inne wesołe wierszyki dla dzieci” J. Tuwim (2 zł.). Ja wiem, że ta klasyka to nie zawsze taka fajna i mnie samej nie pasują niektóre wierszyki. Mam tu na myśli kontrowersje np. wokół “Murzynka Bambo”. Myślę, jednak, że nie warto pozbawiać naszych dzieci całego dorobku polskiej literatury i ilustracji dla dzieci. No bo czy dzisiejszy, nowoczesny rodzić może się nie zgodzić z przesłaniem wierszyka “Skakanka”? To akurat w książce “Julian Tuwim Dzieciom” z serii Biblioteka Przedszkolaka (4 zł.). No i creme de la creme, czyli “Baśnie” Andersena. Cudowne ilustracje Szancera i trochę więcej treści niż w poprzednich książkach. Ale jeśli wasze maluchy lubią jak im czytacie dłuższy tekst bez obrazków, czyli lubią słuchać waszego głosu. Co raczej w przypadku roczniaka i powyżej się nie zdarza, ale w przypadku kilku miesięczniaka i owszem, to polecam. A jak macie już starsze dzieci, no to jeszcze bardziej. I znowu, warto najpierw przeczytać samemu i zdecydować, które treści chcemy dziecku zapodać, a które nie.

Mam nadzieję, że wpis zainspirował was do szukania książek w nietypowych miejscach i wskazał parę nietypowych lub zapomnianych pozycji. Czy Wam udało się kiedyś upolować coś niezwykłego? A jakie książki dla dzieci Wy najbardziej lubicie? Dajcie znać, jestem bardzo ciekawa.

admin