kobieta matka

maDka w każdym z nas.

Kto ma najbardziej przesrane? Kogo można wyzwać, wyśmiać, wykpić, pouczać, wytykać błędy, umniejszyć? Na kim można bezkarnie poprawić sobie poczucie własnej wartości, co potocznie nazywane bywa poprawieniem sobie humoru. Kogo krytykuje się, aby wykazać się mądrością? Na kim wywierana jest potężna presja społeczna? Od kogo oczekuje się odpowiedzialności za przyszłość społeczeństwa? Kto stoi u źródła psychicznych problemów każdego seryjnego mordercy? Od kogo wymaga się świętości, heroizmu, pragmatyzmu i wielozadaniowości? Kto w ramach swojego gatunku nie może liczyć na solidarność innych jego przedstawicieli? Co więcej jest przez nich chętnie kąsany. Po kim jedzie rząd, księża, nauczyciele, sprzedawczynie, matki, gimnazjaliści i maturzyści, ludzie sukcesu i przegrani? Kto ma najbardziej przesrane?

Matka.

No dobra, powiecie: ale nie każda matka, tylko maDka. Bo sama sobie winna, bo zasłużyła. OK. Sprawdziłam definicję madki. W internecie oczywiście, bo to tam powstał ten twór. Okazało się, że wytyczne określające madkę wykluczają się, a zostać madką może każda z nas. Ale jakoś nie przeszkadza to innym matkom w grupowym jechaniu po biedaczce. Madka to ta co karmi dziecko słoiczkiem i ta co krytykuje za podawanie dziecku słoiczka. Ta co karmi piersią dziecko powyżej pierwszego roku życia i ta co otwarcie przyznaje, że karmienie piersią ją brzydzi i daje butelkę. Ale to są drobnostki.

Brajan ma madkę, a Staś…

Otóż okazuje się, że madka to zafiksowana na punkcie swojego dziecka świeżo upieczona mama. Mnie się tam zawsze wydawało, że to zdrowe, żeby się cieszyć z nowo narodzonego potomka. Ktoś doda, że ta madka to nie tylko się cieszy ale i zamęcza otoczenie opowieściami i zdjęciami Brajanka. No tak, jeśli Brajanka, to madka. Bo jeśli Stasia czy innego Antosia w ładnie urządzonym wnętrzu i dobrym aparatem uwiecznionym to już instamama. Coś mi tu śmierdzi podbudowywaniem się na słabszych i biedniejszych.

W pierwszych miesiącach życie naprawdę kręci się wokół dziecka. To normalne. I gdybyś był tym dzieckiem też byś chciał, żeby uwaga twoich rodziców skupiała się jak najwięcej na tobie. To konieczne, abyś przeżył.

Madkę stworzył pan/i.

Madka jest roszczeniowa? A przy tym wszystkim nie umie pisać poprawnie? No cóż, może nie miała w życiu za wiele możliwości i szans. Może ma inne predyspozycje. Nie wiadomo jak życie jej dowaliło, jakie były jej losy, co sprawiło, że zachowuje się tak a nie inaczej. Tym co lubią sobie na matkach ulżyć raczej nie przyszło do głowy, że mierząc w nią agresją tylko eskalują jej zachowanie. A co z jej dziećmi? One nazywane są gówniakami. Ok. Ja im współczuję, bo nie miały wpływu na to w jakiej rodzinie wylądowały, tak jak ich matki, i ich matki. Kto wie jak długo trwa to dziedziczenie roszczeniowości, wyuczonej bezradności, wykluczania, a czasem i patologii. Nie wkurza Was to? Bo mnie bardzo.

Może ten śmiech, ta szydera, ma tu jakąś rolę oswajającą z tym zjawiskiem. Nie wiem, ale jeśli komuś to zjawisko tak bardzo przeszkadza, że zakłada fanpage, pisze artykuły, zbiera przykłady po sieci itp. to naprawdę radzę poświęcić tyle samo czasu na choćby zastanowienie się, jak można w tej sytuacji jako członek społeczeństwa pomóc. I nie ma się co łudzić, że dalsze outowanie różnych takich grup nigdy się na nas nie zemści. No ale wróćmy do matek.

Rozwydrzony bachor.

Kiedy najłatwiej zostać w czyiś oczach maDką? Kiedy dziecko jest ogólnie mówiąc „niegrzeczne”. To zawsze jest wina matki. To ona za mało się stara, bezstresowo wychowuje, ma wyjebane. Nigdy nie pilnujesz dziecka wystarczająco dobrze, a jak sobie jakoś radzisz to krytykują Twoje metody wychowawcze. Takie sytuacje z pasją opisywane są w necie. Jak i wiele innych. Np. jak matka przewinęła dziecko w restauracji, kupą na oczach klientów. Niektóre z tych historii przybierają charakter jakiś wręcz urban legend. Każdy zna kogoś, kto zna kogoś, kto widział jak:

  • matka ostentacyjnie (!), bezczelnie (!) karmiła dziecko piersią publicznie
  • dziecko, w ogóle nie pilnowane przez matkę, zniszczyło coś w sklepie
  • a matka na to odpowiedziała „to tylko dziecko”
  • matka domagała się pierwszeństwa (np. w kasie pierwszeństwa!!!), czyli oczekiwała traktowania po królewsku
  • dziecko darło się na pół sklepu, a matka nic

I te artykuły na „poważnych” portalach i te gorące dyskusje pod nimi. Kojarzycie?

A teraz powiedzcie mi ile widzieliście podobnych, równie rozpalających artykułów na tematy:

  • facet sikał pod drzewem/murkiem
  • komuś spadł jogurt/słoik/książka w sklepie, zniszczył coś przypadkiem
  • menel narzygał w krzakach
  • psia kupa leżała na środku chodnika, ktoś wdepnął w psią kupę
  • menel/kibol darł się na całą ulicę

A wiecie, że do pewnego sklepu nie można było wjeżdżać z wózkiem? A do niektórych sklepów można wchodzić z psem? No dobra, nie dramatyzujmy. Są strefy childfree, spoko. Sama do takiej chętnie bym się czasem udała (ok, uciekła). Mnie się marzy np. strefa dogsshit free.

Solidarność.

No dobra, powiedzmy, że połowa ludzi w internetach to głupki. Może to zbuntowane nastolatki przelewają swoją niechęć z własnych matek na matki ogólnie. W końcu to oni ponoć najbardziej żyją w internecie.

Gdy byłam świeżo upieczoną mamą, podczas karmienia i spania dziecka na mojej klacie, dałam się wciągać w internety. Gdy przytaczałam mojemu mężowi wypowiedzi różnych mam, on za każdym razem rozdziawiał gębę ze zdziwienia i wyrażał jedną opinię: Między kobietami nie ma solidarności. Nikt nie dowali matce tak jak inna matka. Zwykła kobieca rywalizacja w macierzyństwie osiąga dużo wyższy level. Koloryzowanie osiągnięć swoich dzieci, postępów w ich rozwoju, wierność konkretnym metodom wychowawczym osiągająca absurdy, porównywanie się z innymi matkami, dyskredytowanie jednych matek w oczach innych, brrr.

Czy to już wszyscy, którzy uwzięli się na te biedne matki? Ależ oczywiście, że nie. Mamy jeszcze cały przemysł na tym zarabiający. I nie mam tu na myśli tych sprzedających artykuły dla dzieci i mam. Ale tych wszystkich wmawiających nam nieprawdę, fałszywe potrzeby i dążenia. Np. jak najszybsze schudnięcie po ciąży, złote środki na całe zło, wciskanie tego co tak naprawdę szkodzi jako coś co pomaga.

Podsumowując.

Czy jeszcze ktoś w społeczeństwie ma taką presję jak matka? Ktoś ma równie przesrane? Czy to mi się wydaje? Oczywiście jest dużo wspierających, cudnych i fajnych matek. Jest dużo pogodnych, wyrozumiałych i fajnych ludzi. Jednak smutna prawda jest taka, że nadal w naszym społeczeństwie nie ma tak sprzyjającego klimatu dla posiadających dzieci jak w krajach zachodnich. Na szczęście się to zmienia. I to bardzo widać. A wy, biedni, sfrustrowani ludzie, dający upust swym emocjom na biednych matkach, czy nawet madkach: fack off.

Dodaj komentarz